0

Praga 2017-cz.4 ostatnia

DOJAZD – SPANIE – JEDZENIE

Dojazd LEO EKPRESS – połączenie autokaru i przesiadka do pociągu na linii Katowice – Bohumin – Praga – z opcją zabrania roweru! dla mnie punkt główny planowania tego krótkiego, wakacyjnego wypadu :) Ekipą tak pojechać nie będzie się dało, gdyż autokar to max.2, a pociąg 4 rowery, ale dla mnie osobiście to już super i jeszcze chętnie skorzystam :) Możliwości wyboru ceny są, okazje zdarzają się, więc wystarczy planować i polować, jeśli oszczędnie się chce ;>

W podróży udogodnieniem sporym – gniazdka – ładowanie komórek, itp + darmowe wifi :) W sumie dojazd trwał niecałe 5 godzin.

Budynek starego Dworca Kolejowego…

***

Plan był taki, że jestem w Pradze z samego rana i czym prędzej na sławetny Most Karola (zaznaczę, że to mój pierwszy wyjazd do Pragi:>). Oczywiście wychodząc z dworca zakręciłam się i wg mapy poszłam w przeciwną stronę :D Po drodze wrażenia: masa hałasu, smrodu, ludzi, pędzących aut, tramwajów – w porównaniu z tym u nas jeżdżą wszyscy grzecznie… :> Do tego ślady krwi na chodnikach po nocnych bijatykach :D … i do tego szłam POD GÓRĘ tymi kostkowymi ulicami :D

Jak już w końcu odnalazłam się, Most był całkiem, całkiem :> Nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia – ot, ładny most – najbardziej cieszyło stosunkowo mało ludzi, z tego co wiedziałam, że jest potem ;> Zatem szłam dalej, będąc coraz bardziej oczarowaną, od pierwszych spojrzeń, Małą Straną i Hradczanami… To zostało dla mnie najlepszym wspomnieniem z Pragi :)

Droga coraz wyżej, coraz stromiej. ciszej, spokojniej, ludzi tak w sam raz :) Dopada mnie już teraz tylko myśl: Jestem Głodna :> Z założenia – jedzonko na mieście, żadne tam kupowanie składników na kanapki w sklepach ;> Wszak to taki prezent urodzinowy sobie zrobiłam ;>

Na powyższym zdjęciu pierwsza z prawej – polecam :) Pysznie i niedrogo :>

Zdjęcie z garnkiem – to wspomnienie z najlepszego kapuśniaczku jaki kiedykolwiek jadłam! :) Mała rodzinna knajpka :)

Ostatnia część zdjęcia to przedstawiciel sieci Lokal – cena i jakość polecana w sieci, kiedy szukałam informacji. Piwo mają swoje, lekkie, na upały w sam raz. Bez zachwytu, ale ok.

Z uwagi na to, ze chciałam jak najmniej rzeczy zabrać, by jak najlżejszy bagaż mieć, musiałam pamiętać o doładowaniu telefonu wszędzie gdzie byłam ;> Fotki oczywiście komórką robione, bo lustra nie chciało mi się brać ;> Na całe 3 dni zrobiłam 20zdjęć Praktiką – czekać teraz będę na dokończenie negatywu :>

Ostatnie śniadanie – byłam już zbyt głodna i był to już ostatni zakątek przed wejściem na Stare Miasto i jego hałas – drogo! :) ale z widokiem na Most Karola i Łaty :> Trudno. Robiłam się zła. Na szczęście kartą można płacić ;>

A TO – najlepsze piwo w Pradze! :D Klasztor norbertanów na Strahowie! Jest w czym wybierać i żałuję, że nie byłam tu też pierwszego dnia.

Ach :) Jest tu jeszcze coś takiego, jak absolutny zakaz jazdy rowerem pod wpływem alkoholu – 0% … obawiałam się tego troszkę, bo kary wysokie, ale jak zobaczyłam warunki do nie_jazdy, to całkowity spokój :D i tak cały czas właściwie prowadziłam rower, albo wpychałam go pod górę ;>

HOSTEL STARAHOV

Iście studencki standard :D Cena niska – jak na nocleg tak blisko atrakcji, to wręcz cudna :> Pamięta daaaawne lata… Duchota w pokoju ogromna, jeśli komuś zależy na czystości – to nie polecam, choć sama pościel czyściutka i bardzo ok. Na duchotę panującą w środku radą było wywietrzenie – ale okno nie dało się otworzyć… :D szuflady włożyłam w szczeliny, wyszłam na kolejne wojaże miastowe i wieczorem było już ok. Zamiast ręcznika, który był w ofercie i dlatego nie brałam swojego – była ścierka kuchenna ;)

Zachód słońca, po deszczowym popołudniu :) Ogólnie – spało mi się dobrze i ogólnie wspominam ok. Tylko uprzedzam, by nie było rozczarowań :>
Drugie śniadanie :> klasyka kawa + croissant :D I mega wygodne krzesełka, takie same, które kupiłam kiedyś ;>

To ujęcie z wnętrza mojej ulubionej „jadłodajni” ;> piwko też ok ;>

Stare Miasto – dla mnie kiepski moment całej wycieczki, gdyż pęd, hałas tej części Pragi… nie miałam na to najmniejszej ochoty. Zmusiłam się, bo tędy miała wieść droga na dworzec :D Nie było wyjścia jakby :> Udało mi się znaleźć taki uroczy ogródek-kafejkę z pyszną kawą – tuż na rynku właściwie. Normalne ceny! brak tłumów! a właściwe – mało ludzi, patrząc na lokalizację… :> fajnie , że są takie miejsca :)

Podróż powrotna…

Tu, myślałam, że już nie wyjadę stąd! Czas uciekał, a tu ani nie wyświetla się peron, na którym ma być mój pociąg!!! to jeszcze nie ma kogo zapytać, to do informacji – kolejki i głównie dotyczą metro -na to wchodziłam idąc za kierunkowskazem „I”. W końcu po chamsku podeszłam do pana przy okienku, co wydało mi się w końcu z pociągiem związaną, pokazałam bilet, „pliss, peron/platforma!”  Zadziałało :D Oczywiście wejście zamknięte, bo remont, więc biegiem szukając wskazówek jak dotrzeć do zastępczego wejścia :D Noo, mocno było :D

Przesiadka na opóźniony autokar – wszędzie wtedy były korki, wypadki… Ale to już tylko godzinka i w Katowicach :)

Było bardzo fajnie. Stare uliczki z dala od turystów – wyszukiwanie takich miejsc, zaplątywanie się, by się zgubić, odnaleźć i oczarować, by na koniec ucieszyć się, że jest się u siebie :) I nie ma tu takich głębokich, wielkich kostek brukowych i kierowcy nie jeżdżą tak szybko! :D